Wielki Post prowadzi nas pod krzyż. Każdego roku zatrzymujemy się przy nim na nowo – jakby Kościół chciał nam powiedzieć: nie uciekaj; spójrz; rozważ; pozwól, by ten znak przemówił do twojego serca.
W Krakowie–Nowej Hucie 9 czerwca 1979 roku św. Jan Paweł II wypowiedział słowa, które do dziś brzmią niezwykle mocno: „Krzyż trwa, choć zmienia się świat”.
Zmienia się wszystko. Tempo życia, poglądy, technologie, sposób myślenia. Zmieniają się ludzie, relacje, okoliczności.
A jednak krzyż pozostaje. Stoi niewzruszenie jako znak miłości większej niż cierpienie; jako przypomnienie, że Bóg wszedł
w ludzki ból i nadał mu sens.
Wielki Post to czas, w którym kontemplujemy krzyż. Pytamy siebie: co on dla mnie znaczy? Czy jest tylko symbolem zawieszonym na ścianie, czy rzeczywiście drogowskazem mojego życia?
Krzyż nie jest łatwy. Nie jest wygodny. Nie obiecuje prostych rozwiązań. Przypomina raczej, że miłość kosztuje; że wierność jest wymagająca; że przebaczenie bywa trudniejsze niż osąd. I dlatego tak często uciekamy od własnych krzyży – od trudnych relacji; odpowiedzialności; cierpliwości wobec bliskich; od zadań, które nas przerastają.
A przecież każdy z nas niesie jakiś krzyż. Czasem jest nim choroba, czasem samotność, czasem niezrozumienie, czasem ciężar codziennych obowiązków. I Wielki Post stawia przed nami pytanie bardzo osobiste: czy niosę swój krzyż z wiarą, czy tylko z buntem? Czy widzę w nim sens, czy tylko ciężar?
Krzyż trwa. Nie zmienia się jego przesłanie. To świat się zmienia, a wraz z nim nasze spojrzenie. Dlatego tak bardzo potrzebujemy tego wielkopostnego czasu, by na nowo odkryć, że krzyż nie jest końcem historii. Za nim zawsze jest zmartwychwstanie.
Może więc w tych pasyjnych dniach Wielkiego Postu warto częściej zatrzymać wzrok na krzyżu. W ciszy. Bez pośpiechu.
I pozwolić, by przemówił do naszego serca. Bo choć świat się zmienia, jedno pozostaje niezmienne – Miłość, która na krzyżu oddała za nas życie.
Emilia